| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
.
książka życzeń i zażaleń u kerownika zakładu
1. Emigranci
2. W kraju nad Wisłą
3. Poszli sobie
4. Poza konkusem
5. Nowojorskie instytucje
6. Dla oka
7. Dla ucha











Share on Facebook

Instagram
środa, 12 listopada 2008
Berek czytelniczy, 2
[2]
środa, 05 listopada 2008
A Man From Illinois
W pewien zimny, wietrzny, lutowy wieczór pociąg z Illinois przywiózł do Nowego Jorku odzianego w brzydki płaszcz z bobrowym kołnierzem kompletnie nieznanego, chudego prawnika ze Springfield. Nikt go nie znał, nikt nie witał, nikt w niego nie wierzył--aż stanął przy mównicy w gmachu Cooper Union, i zaczął mówić. Mówił o potrzebie jedności w obliczu wielkiej próby i potrzebie zmiany; a ci, co go wtedy słyszeli, wiedzieli, że słuchają następnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. I wbrew temu, co o nim mówiono - że zbyt niedoświadczony, że zbyt radykalny -- tak właśnie się stało: Abraham Lincoln wygrał wybory i objął urząd, by stać się jednym z najbardziej podziwianych i ukochanych amerykańskich przywódców.
sobota, 01 listopada 2008
Pocztówka na Dzień Zaduszny


Green-Wood Cementary, Brooklyn: drzewa, wiewiorki,umarli i ani żywej duszy.

piątek, 03 października 2008
Odgrzewane kotlety, 8: Małe kina
Gałczyński miał rację: nie ma jak małe kina, w rozterce i w udręce.
wtorek, 30 września 2008
Wall Street kontra Main Street...
...po nowojorsku:




I tyle tylko mam siłę dziś napisać o krachu dwudziestolecia -- państwo wybaczą.

Fota nie moja--stąd viaGothamist



środa, 27 sierpnia 2008
"This is the capital of everything possible"
Oj, coś mi mówi, że to ładny film będzie. Już się nie mogę doczekać:


piątek, 15 sierpnia 2008
Wielki Blackout, w pięć lat pózniej
W upalne czwartkowe popołudnie 14 sierpnia 2003 roku R. stał na wysokiej drabinie i w skupieniu starał się połączyć ze sobą dwa kabelki sieciowe, kluczowe dla dokonania jakiegoś istotnego usprawnienia biurowej instalacji komputerowej. Gorąc był przeokrutny, jak to w sierpniu. Wiatraki w komputerach aż zanosiły się na najwyższych obrotach, zaś klimatyzatory duły pełną parą, miejscami—jak na przykład za przepierzeniem, gdzie siedzi sekretarka—powodując powstawanie mikro-nisz klimatycznych o temperaturach subpolarnych, graniczących przez cienką ścianę z podzwrotnikowa strefą w pobliżu komputerów. W drugim końcu wielkiego loftu, w którym rozgrywa się ta część opowieści, ekipa budowlana, złożona z krzepkich Polaków, wyburzała od dawna niepotrzebny dziewiętnastowieczny szyb windy przemysłowej, by powiększyć metraż użytkowy i tak olbrzymiego pomieszczenia. Mocarne elektryczne narzędzia burząco-tnące, stosowane przez ekipę nadwiślańskich osiłków, żarły prąd jak głupie—do tego stopnia, że czasem dla klimatyzatorów i wiatraków nie starczało, a główny bezpiecznik na dole przeskakiwał z cichym zzzt, odmawiając współpracy. Kurwa—mówili wtedy budowlańcy i biegli do piwnicy, żeby opornemu bezpiecznikowi przemówić do rozsądku. Po chwili wszystko wracało do normy: wiatraki się kręciły, klimatyzatory duły arktycznym chłodem, komputery liczyły co sił. A R. na drabinie stał i mocował się z kabelkami.
czwartek, 31 lipca 2008
Ćwiczenia z estetyki, w jakiej wzrastałam
Chciałam napisac o wodospadach, ale nawet na wody płynące jest stanowczo za gorąco. Więc póki co -- na gościnnych występach artysta importowany z Mozambiku. Tytuł notki kradnę Jednemu Polskiemu Artyście: mam nadzieję, że się nie dowie, albo dowie i nie zezłości.
Kto pamięta, palec pod budkę?


czwartek, 17 lipca 2008
Odgrzewane kotlety, 7: Sombunall
Jeden z moich ulubionych Amerykanów, nieodżałowanej pamięci pisarz Robert Anton Wilson w którejś ze swoich książek boleje nad faktem, że przy całej elastyczności żywego języka, przy jego niesamowitej umiejętności znajdywania określeń dla nowych zjawisk, uczuć, przedmiotów - brak jest w języku angielskim (jak i w każdym innym, którego choćby podstawową znajomość kiedykolwiek posiadłam) słowa oznaczającego "niektórzy, ale nie wszyscy". Poradziliśmy sobie jako ludzkość z określeniami dla technologii, o jakich nie śniło się naszym pradziadkom; dla zjawisk, które jeszcze sto, dwieście lat temu kwalifikowano jako czarną magię. Jednak jakoś bez względu na zdumiewające osiągnięcia cywilizacyjne, ciągle tkwimy w niezmiennym nawyku wrzucania wszystkich bliźnich, zależacych do dającego się łatwo zdefiniować podzbioru, do jednego wora. R.A. Wilson wymyślił słowo "sombunall", hipotetyczny przymiotnik, którego upowszechnienie wpłynęłoby zapewne znakomicie na stosunki ludzko-ludzkie, przynajmniej w obszarze języka angielskiego. I co? I nic. Przymiotnik jakoś się nie przyjął.
poniedziałek, 14 lipca 2008
New York Asian Film Festival
Widziałam potwory, upiory, zombie i kosmitów. Widziałam Godzillę, fruwające ludzkie członki, kwasowe impresje na temat Bergmana i powalającą filipińską wersję Spidermana. Widziałam ludzi przebranych za kurczaki i tańczących disco, mordercze pasemka włosów, zdziczałych ludzi-wilki, czarowników unieszkodliwianych menstrualną krwią dziewicy — słowem, widziałam cuda, o jakich się nie śniło waszym Pietrasikom... czyli jak to bywa na New York Asian Film Festival.
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8